Rejestracja: piątek, 1 lipca 2011, 23:25 Posty: 468
PIOTHRUS pisze:
Ja uważam że ten motocykl i teren to nieporozumienie ... im wcześniej to sobie uświadomisz tym lepiej , może będziesz zdrowszy ... chyba że masz 2 metry i 140 kg , a siły tyle co koń .... w przeciwnym razie jazda nim w terenie to głupota....
Mam 2 metry i brak problemów z siłą i to nie zmienia postaci, że jazda ponad 200kg klockiem w trudnym terenie to rzeźnia. Nikt mi nie wytłumaczy, że moto będące z założenia turystycznym enduro (a więc mam dać nam możliwość przejechania/przebrnięcia przez wszystko, ale nie jazdy po każdym terenie) może dawać fun jako hard enduro. Technika jazdy nie zniweluje tej róznicy. Moje umiejętności jazdy terenowej sa b.podstawowe - pozwalaja mi w jednym kawałku dojechac do celu. Na wyjazdach koledzy na 990 szybiej niż ja na swojej tenerce dojeżdzali do bazy (jeżdżą dużo lepiej ode mnie), ale wieczorem byli tak samo skatowani jak koń po westernie jak ja. Walka z załadownym klocem wyczerpuje, po 2 godzinach jazdy zmęczenie zaczynało brać górę nad techniką i zaczynały sie głupie gleby. Jedyny, który był na chodzie, to kolega jadący na yamaszce 250, który nie za bardzo rozumiał czym się tak zmęczyliśmy :evil: (to był jedyny raz w życiu, kiedy zazdrościłem komuś, że ma 170 wzrostu i może jechac na wyprawę na takiej fajnej hulajniodze)
Co do lęków o nogę - sakwy boczne od ex'a w dużej mierze rozwiązują ten problem. Jeśli noga została Ci pod moto tzn, że jechałeś naprawdę wolno i sakwy zamortyzują paciaka. Przy szybkiej glebie kierownik i motocykl z reguły się rozstaja w fazie "powietrznej" :mrgreen:
Rejestracja: piątek, 1 lipca 2011, 23:25 Posty: 468
Wo pisze:
Arkan, w takim razie, ciekawi jesteśmy Twoich wrażeń z 690R...
Sam jestem ciekaw :mrgreen: Z tym że, żeby była jasność - dostosowuję moją 690R do roli "lekkiej" wyprawówówki i nie ma mowy o jakimkolwiek hard enduro czy pomysłach typu "kto pierwszy na Erg Chebbi ten lepszy" :lol:
Rejestracja: niedziela, 16 września 2007, 20:29 Posty: 7904
Lokalizacja: Szczecin
nie zapominajmy że to wciąż nie bylo mowy o hard enduro, ino o szuterkach :)
mam takie jeszcze jedno przemyślenie.... pewnie to co napisze będzie dla was niezłym bezsensem.. no ale zaryzykuję
... czasem jak idzie nam za łatwo, kiedy właśnie nie jestem spompowany jak koń, gdzie nie ma ciekawych gleb, przestojów, walki z kamieniami czy prądem rzeki, wtedy dla mnie taki adventure jest jak by wykastrowany. niby jest fajna szybka jazda, niby jest wszystko. ale zawsze mi brakuje takich momentów, momentów wspólnej walki, przeprawiania się, czy wyciągania kloca. wiem że nigdy nie będę zawodnikiem hard enduro, a moja jazda przypomina bardziej przemieszczanie się camperem 4x4 po bezdrożach.. ale fajnie jest sobie popomagać przenieść moto przez drzewo, fajnie jest pośmiać się, po przeżywać potem wspólnie trudności.
szybkie zapinanie na wścieklakach daje adrenalinę, ale zabiera dużo z poczucia przygody moim zdaniem. To bardziej sport, a klocek to bardziej przygoda...dla mnie. :)
W głowie siedzą mi głównie wspomnienia z trudów wyprawy, to co poszło łatwo już nawet nie pamiętam...
Rejestracja: niedziela, 1 czerwca 2008, 17:45 Posty: 490
Lokalizacja: Żoliborz/Arkonka
@Raszu - nie jest to jakieś hard(core) enduro, ale łatwiej Ci będzie nawracać na kamorkach i mokrych liściach np na exc czy bergu , tym bardziej, że w góry masz niedaleko...
Ostatnio zmieniony czwartek, 29 stycznia 2015, 13:28 przez Wo, łącznie zmieniany 1 raz.
Rejestracja: piątek, 1 lipca 2011, 23:25 Posty: 468
ex1 pisze:
nie zapominajmy że to wciąż nie bylo mowy o hard enduro, ino o szuterkach :)...
..aaa no to niedoczytałem. Do szutrów najlepściejszy jest GS1200 :mrgreen: Jak zapniesz kufry wyprawowe to nie ma ch... we wsi żebyś nogi nie wyciągnął. Opiera się na kufrze i cycku, a dołem wiatr hula :mrgreen: :lol:
ex1 pisze:
..mam takie jeszcze jedno przemyślenie.... pewnie to co napisze będzie dla was niezłym bezsensem.. no ale zaryzykuję...
No, 100% sie zgadzam jak jadę z ekipą. Jak jadę sam, to widzę to inaczej i waga zaczyna grać rolę. W Maroku złapałem małą tenerką zakopowera na pustyni i to w takim miejscu, że gdyby się kolega po mnie nie wrócił, to bym sie z godzinę jeszcze sam z tym klocem pier...ł (a wody ubywało w oczach). Następnego dnia to ja podnosiłem z piachu LC4 innego kolegi i te 70-80kg robi masakryczna różnicę....
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości
Nie możesz tworzyć nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników