MlodyGS pisze:
KGT pisze:
Wracając do tematu. Na co komu kampania warzywna (poza firmami reklamowymi i politykami). Głupcy są wszędzie. Włażą na cienki lód, włażą na słupy wysokiego napięcia, wskakują "na główkę" do sadzawki, wsiadają po flaszce do auta. Dlaczego więc motory miałyby być wolne od głupich? Głupi i tak nie zrozumie, niegłupi to wie. Ciekawe jakie argumenty przekonałaby kolesia na gumie, że to co wyprawia może być niebezpieczne dla niego i innych???
niby tak ale na cienkim lodzie to utopi sie sam, na slupie wysokiego napiecia frytke zrobi z siebie bo nawet korkow na podstacji nie wybije, jak zaryje w dno to polamie sobie kregoslup, ale jak przy odstawianiu z gumy dostanie szime to motocykl ma szanse poleciec na przystanek autobusowy i tam skasowac kilka osob :(
we wrocku kiedys był wypadek, gosc z panną lecieli sportem przez miasto, ulica 2 pasy w jedna strone srodkiem torowisko i droga z prawej, gosc dobrze doginał i wyjechała mu omega...
mozecie sie domyslec co było dalej, klient oczywiscie w nią wypakował, panna wyleciala z motocykla i o sygnalizator swietlny ten nad ulicą ucieła sobie głowe, gosc zginał na miejscu (chociaz niektorzy twierdza ze jest warzywem) a motocykl poleciał na przystanek i tam zabil 2 osoby...
przez tego głupka nie zyja 4 osoby i tu nasowa mi sie pytanie, czy nie lepiej by bylo zeby kiedys wszedl na cienki lod, albo skoczyl zle na glowke ?
Wypadek miał miejsce na Hallera/ Mielecka w kierunku Grabiszyńskiej we Wrocławiu. Udeżenie było tak silne, że omega (ponad tonowy pojazd) przesuneła się po suchym asfalcie w lini boczej o 3 m.
Ironia sytuacji jest taka, że gość zabił dziewczynę a sam przeżył i to bez większych obrażeń. Gościa z taryfy (omegi) odwieziono w ciężkim stanie. Odłamki motocykla (które leżały w odległości nawet 400m) pokaleczyły dwie osoby na przystanku tramwajowym.
Oderwane koło motocykla z impetem wpadło na barierkę przystankową która po wyrwaniu ochroniła przed utratą życia córkę motorniczego tramwaju, która stała na peronie po przekazaniu ojcu obiadu.
Motorniczy tramwaju kiedy zdał sobie sprawę z sytuacji i ztego, że do pogrzebanych w tym dniu prawie dołączyła jego córka- wyskoczył z kabiny i przeskakując przez barierkę dopadł leżącego na asfalcie "lansera" motocyklowego i zaczoł okładać go pieściami.
Zapłakany, doprowadzony do szału, z poranionymi dłońmi (od udeżeń w kask) motorniczy został powstrzymany przez gapiów- inaczej dosło by do "ukamieniowania" sprawcy.
Gnojek żyje- podobno ma się dobrze. Ale najgorsze jest to, że niewielki mózg "dresa" nie jest w stanie pojąć skutków tragedii do jakiej doprowadził.